Edward Guziakiewicz
Szukanie Boga
dramat • scena młodych • slang
Odsłona piąta
U Romy w mieszkaniu. Stół jest odświętnie nakryty, przy stole goście.MATKA
Nie nurtują mnie wątpliwości. Od dawna wydawało mi się, że pasujecie do siebie jak ulał. Jak dwa gołąbki. Córka podobnie uważała.
TOMASZ
(na stronie) Co za kit! (do Matki) Chylę głowę za szczerość. Jednakże jestem zdania, że mnie pani przecenia. Czy ta poprzeczka nie jest za wysoko?
ROMA
Widzisz, mamo, jaki skromniś? Rumieni się, kiedy go chwalą. Ten niewinny pąs.
MATKA
Nawiasem mówiąc, jest w tym coś przedziwnego. W takich chwilach matki doznają rozterek. Nie są Pytiami z Delf i nie potrafią przewidzieć tego, co im los przyniesie — za miesiąc, rok lub później. I próbuję pojąć, dlaczego sama nie odczuwam obaw. Jakby niebo zdecydowało, że musi być wam razem dobrze.
WIKTORIA
O, Tomek bardzo się zmienił, pani Renato. Na lepsze. Chodzi do kościoła.
TOMASZ
Ale ściemniacie. Zejdź ze mnie, proszę. Nie macie już o czym nadawać?
ROMA
Dajcie mu już spokój. Wystarczy tych pochwał. Usłyszał ich aż nadto!
OJCIEC
Niech pan się nie dziwi. One muszą się wygadać. Chwalą zaś nas tylko wtedy, kiedy są rozanielone i zachwycone. Uskrzydlone istoty. A rzadko kiedy można im dogodzić. Z czasem przekona się pan o tym na własnej skórze.
MATKA
Swoją drogą, znamy tę śpiewkę. Zaraz dodasz, że to kobiety rządzą światem.
OJCIEC
A czy kiedykolwiek było inaczej? Od zarania dziejów facet chlubił się rolą głowy rodziny — tyle tylko, że w praktyce nie miał nic do powiedzenia. One decydowały za niego. Owiną człowieka wokół palca. Wie pan, jaki jest według nich idealny mąż? (wylicza na placach) Taki, który szanuje żonę, forsę oddaje jej co do grosza i jest jej we wszystkim posłuszny. He, he, he...
ROMA
(do Tomasza) Spoko! Wyluzuj. Papcio popisuje się antyfeministycznymi tekstami w przypływie dobrego humoru. I on ma wiele powodów do zadowolenia.
OJCIEC
Trudno się nie cieszyć, kiedy się spogląda na tak udaną latorośl.
ROMA
Widzisz więc, że nie masz powodu do obaw. Nie bój żaby. Tu wszyscy ci dobrze życzą.
TOMASZ
Wysilam makówkę jak umiem, lecz nadal wiele rzeczy do mnie nie dociera. Nigdy nie miałem takiej chałupy jak wasza. Kiedy tu się pchałem pierwszy raz, nie mogłem uwolnić się od przeświadczenia, że jakiś spedalony bramkarz nie wpuści mnie bez świadectwa moralności.
WIKTORIA
Tomek wcześnie stracił ojca. Wychowywałyśmy go z matką, ale i jej się zmarło. Nie chodził jeszcze wtedy do szkoły. To były trudne chwile w naszej rodzinie. Skurczyła się: pozostało nas dwoje niebożąt. Teraz znowu odżyje. (przeciera załzawione oczy) Gdyby nasza mama mogła doczekać tej chwili... Tak bardzo by się cieszyła. Biedna, pewnie zza grobu to widzi...
MATKA
(zrywa się) Ależ, Wiktorio, niech pani nie płacze. Zaraz podam kawę i ciasto. Placek z truskawkami.
(wychodzi do kuchni)
TOMASZ
I tobie, Romo, zakręciła się łezka w oku. Ten twój romantyzm...
OJCIEC
Ustaliliście już datę ślubu?
ROMA
Jeszcze nie, ale to kwestia najbliższych dni. Tomasz weźmie urlop i zabierzemy się do załatwiania niezbędnych formalności.
TOMASZ
To dosyć drażliwa sprawa. Nie chciałbym być zbyt obcesowy, ale powinien mnie pan zrozumieć. Nie jestem przy kasie...
ROMA
(zasłania mu ręką usta) Pst!.. Nie czas na takie tematy.
OJCIEC
Niech się pan nie przejmuje. Być biednym, to żadna ujma. W pańskim wieku sam byłem ubogi jak mysz kościelna. Dwie pary butów, dwie pary spodni, mocny skórzany pasek i pewnie ze cztery koszule. Cały mój majątek. Dzisiaj, mimo wszystko, łatwiej jest startować do samodzielnego życia. I te wyjazdy za granicę bez paszportu. Nie mówiąc o kredytach...
TOMASZ
Lecz to prawda: nie mam... (Roma znów mu zasłania usta)
OJCIEC
Proszę się nie martwić. Rodzice wcześniej już o to zadbali. Chodzi im przecież o szczęście córki. Więc i fundusze się znajdą, i wszystko, co okaże się niezbędne...
WIKTORIA
Ja również trochę odłożyłam. Z myślą o waszym ślubie.
ROMA
Słyszysz? Nie musisz rozdzierać szat. Przynajmniej nie dzisiaj.
MATKA
(wraca z tacą) Kawa świeżutko zaparzona. Proszę bardzo! (rozstawia filiżanki, Roma jej pomaga)
OJCIEC
Dumam nad tym — i myślę, że nas pan, panie Tomaszu, zrozumie. Mamy córkę i kiedyś wy również będziecie mieć dzieci. A czego nie robi się dla ukochanych pociech?
TOMASZ
Postanowiłem, że będę więcej pracować. Ostatnio nadarzyła mi się okazja...
MATKA
Nikt cię, Tomku, nie goni. Nie musisz wypruwać żył.
WIKTORIA
Nie zaszkodzi mu, jeśli trochę się przyłoży. Przecież nie idzie do kopalni. Dotąd tylko brał i brał.
OJCIEC
Droga pani, dzieci — to inwestycja. Będzie procentować po naszej śmierci.
TOMASZ
(do Romy) Inwestycja?! Dlaczego miłość napotyka na takie przeszkody? Miłość i pieniądze — to takie prozaiczne. Gwóźdź do trumny romantyzmu.
ROMA
Ilekroć w domu nam czegoś brakowało, bo nie zawsze był dostatek, tylekroć rodzice byli sobie bliżsi. Razem stawiali czoła trudnościom.
MATKA
Trafnie to, córciu, ujęłaś. I tak bywało... (wychodzi znów do kuchni)
OJCIEC
Raz na wozie, raz pod wozem. Nigdy jednak Roma nie odczuwała niedostatku. Miała to samo, co jej koleżanki. Zresztą, co tu dużo mówić, nie mamona, ale rodzina jest najważniejsza. I pielęgnowanie uczuć.
TOMASZ
Przyznam szczerze, że pierwszy raz spotykam się z tak formułowanymi poglądami. (z podziwem) Pan musi mieć bardzo uczciwy stosunek do ludzi. Gdyż generalnie biorąc, kto nie ma szmalu, ten jest nikim. Uczono mnie, że przez życie trzeba iść na czuja. Świat jest dżunglą, a bogowie pragną krwi. I uważać, żeby nie dać się wykiwać. Ani nie oberwać w łeb.
OJCIEC
To złudzenia. Pozycję społeczną zdobywa się nieco inaczej niż pan sądzi. Na pewno zna pan — czytał pan trochę — takie słowo: autorytet. Niekoniecznie ten, kto się naprawdę liczy w środowisku, musi mieć wielocyfrowe konto. To jakby inny wymiar życia. Jest przecież sfera ducha.
ROMA
Dajcie już spokój tym arcypoważnym dywagacjom. Można się przy nich zanudzić na śmierć.
MATKA
(wnosi ciasto) Dobrze się upiekło. Jak mówiłam: jest z truskawkami.
WIKTORIA
(bierze talerzyk do ręki) O, wiem, że pod tym względem jest pani niezrównana. Prawdziwy talent kulinarny. Chętnie skosztuję!
OJCIEC
Jest pan rycerskim narzeczonym, więc się pan nie obrazi, jeśli zaproponuję rzeczywiście... (patrzy porozumiewawczo na Matkę) zmianę tematu. (do Matki) Miałaś to powiedzieć, kochanie?!..
WIKTORIA
Naprawdę smaczne, ekstrapychota. Rozpływa się w ustach!
MATKA
Pamiętam o tym. Otóż mamy, dzięki Bogu, a jest za co dziękować, dwa powody do zadowolenia. O pierwszym już była mowa: to przyszły ślub naszej córki. Ale jest i drugi powód. Tracimy Romę, tracimy córkę, lecz zyskujemy kogoś w zamian: zyskujemy zięcia, lecz lepiej powiedzieć — syna. Nie mieliśmy chłopca, choć marzyłam, żeby urodziło się nam jeszcze jedno dziecko, ale teraz już go mamy — w osobie kochanego Tomasza. I chcielibyśmy bardzo, Tomku, abyś traktował nas jak własnych rodziców, prawdziwych, nie przyszywanych.
WIKTORIA
(sięga po chusteczkę i przykłada ją do oczu) Ja!.. Ja!.. (roni łzę) Chyba na chwilę wyjdę.
Słychać gong.
ROMA
To pewnie Sylwester.
TOMASZ
Przylazło wreszcie. Zero punktualności.
MATKA
(odchodzi, by otworzyć) Ależ tak! To pan Sylwester. Prosimy, prosimy bardzo!
SYLWESTER
(wchodzi z kwiatami, wręcza je pani domu, całując w rękę, kłania się pozostałym) Przepraszam za spóźnienie. Czasami wszakże coś niespodziewanego wypadnie, coś ważnego... (wita się z Ojcem, siada obok Tomasza i zwraca się do niego) A po drodze miałem wrażenie, że nie będę ostatnim gościem.
ROMA
Co masz na myśli?
SYLWESTER
Szli, ale jakby nie szli; byli blisko, a nie mogłem ich dojrzeć...
ROMA
Znów się coś komuś przywidziało, coś przyśniło?!
TOMASZ
(wstaje i podchodzi do okna) Byli obaj, szli. Czy nie dzieje się coś dziwnego? Jesteśmy przecież tacy zwyczajni — i nie oczekujemy cudów.
ROMA
(także wstaje od stołu) Sądzisz, Tomku, że to naprawdę, że to serio?! On kogoś widział?
TOMASZ
Lecz dlaczego mowa o dwóch?
SYLWESTER
(przyłącza się do towarzystwa) I przybyli jakby z zaświatów, z królestwa światła...
TOMASZ
Jak wiele razy: jak do Abrahama pod dębami Mamre, jak do wielu mężów Bożych...
SYLWESTER
A przecież nie ma w nas niczego niezwykłego!
MATKA Romy
OJCIEC Romy
TOMASZ
WIKTORIA, siostra Tomka
SYLWESTER, kolega Tomka
GRZEGORZ, kolega Tomka
DZIECI
STARZEC I
STARZEC II